Nowoczesne leki psychiatryczne

W poprzednim rozdziale podsumowaliśmy farmaikologiczny i niefainmakologiczny arsenał metod leczniczych, jakim dysponowała psychiatria do roku 1950 włącznie. Przejdziemy teraz do odkrycia, które miało ogromne znaczenie dla psychiatrii (a w szerokim zakresie – i dla całej medycyny), mianowicie do syntezy pierwszych leków psychotropowych. Dla ścisłości będziemy jednak zmuszeni wspomnieć o tym, że takie leki istniały i były stosowane – i od bardzo dawna. Mianowicie medycyna ludowa w Indiach znała od kilkuset lat działanie korzenia dziko snącej rośliny, opisanej przez botaników na początku wieku XVIII pod nazwą Rauwotfia serpentina (od nazwiska niemieckiego przyrodnika RauWolfa). Przetwory z tego korzenia, przygotowywane przez hinduskich lekarzy lodowych .działały .skutecznie w stanach lęku i podnieceń Atoteż w Indiach nazywano tę roślinę „zielem obłęd „L-1 Jak to się zdarzało i w innych częściach świata, lek przez szereg wieków nie zasilił medycyny oficjał i dopiero w roku 1930 dwaj lekarze hinduscy G. i K. C. Bose, opisali jego działanie w leczeniu psychoz i nadciśnienia tętniczego krwi ‚w fachowym czasopiśmie hinduskim. Chociaż pismo ukazywało się w języku angielskim, i po tej publikacji medycyna europejska zlekceważyła Rauwolfię. W Europie opisano po raz pierwszy zastosowanie w psychiatrii dopiero w roku 1954, a więc już po wprowadzeniu pierwszych nowoczesnych leków psychotropowych. Dwa lata wcześniej farmakolodzy europejscy otrzymali z jej korzenia substancję czynną – alkaloid, który otrzymał nazwę rezerpiny. Lek ten działa na zaburzenia psychiczne niemal identycznie jak pierwszy nowoczesny środek neuiroleptyczny, chloropromazyna. Rezerpina znalazła bardzo szerokie zastosowanie poza psychiatrią – jako lek przeciw nadciśnieniu. Ale i w psychiatrii stosowano ją często, przez kilka lat niemal tak szeroko jak chloropromazynę. Przejdźmy teraz do interesującej historii tego ostatniego leku, pierwszego nowoczesnego środka psychotropowego.

W latach czterdziestych farmakologia amerykańska i francuska poszukując nowych, skutecznych środków przeciwczerwiowych, zainteresowała się pochodnymi fenotiazyny, dość skomplikowanego związku organicznego o potrójnym pierścieniu węglowym, zawierającego w pierścieniu środkowym także atom azotu i siarki. Próby te doprowadziły do raczej miernych rezultatów, ale po wojnie wrócono do tych związków. Próbowano dołączać do pierścienia fenotiazynowego różne rodniki alifatyczne czyli łańcuchowe. Doprowadziło to w końcu do zsyntetyzowania bardzo wartościowych związków chemicznych, które znalazły zastosowanie w leczeniu różnego rodzaju uczuleń. Są to znane leki antyalergiczne i antyhistaminowe, między innymi powszechnie znana i stosowana szeroko do dziś p r o m e t a z y n a (Phenergan). Atomem azotu z pierścienia fenotiazyny łączy się z dwuwęglowym łańcuchem, do którego „z boku” doczepiona jest grupa metylowa. Jest to więc łańcuch izomeryczny z łańcuchem występującym w chloropramazynie i związkach zbliżonych. Istotna różnica w działaniu może zależeć od różnej liczby atomów węgla, oddzielających azot pierścienia fenotiazynowego od atomu azotu grupy dwumetyloaminowej (w prometazynie 2 atomy, w związkach grupy promazyny – 3). Prometazyna ma wzór: Związek ten wykazuje – obok antyalergicznego, także pewne, aczkolwiek słabe, działanie uspokajające i nasenne, a jednocześnie, łączony z lekami uspokajającymi, wyraźnie wzmacnia (potencjalizuje) ich efekty farmakologiczne. Taki sam wpływ wywiera na leki stosowane do narkozy chirurgicznej.

Poszukując dalszych, silnie działających środków anty- histaminowych, farmakolodzy francuscy mieli jednocześnie nadzieję, że leki te mogą okazać się skuteczne w leczeniu schizofrenii. Według jednej z hipotez psychoza ta miała być skutkiem zmian alergicznych w ośrodkowym układzie nerwowym. Ta teoria nie potwierdziła się, natomiast podczas stosowania związków fenotiazynowych celem potencjalizowania efektów leków narkotycznych, natrafiono na chloropromazynę (Laborit 1951). Charakteryzuje się ona działaniem obniżającym ciepłotę ciała i ciśnienie krwi, ale – co jest dla nas w tych rozważaniach najważniejsze – powoduje wyraźne (zobojętnienie, bez senności. Z tego ostatniego względu Laborit zaproponował chloropromazynę (ryc. -poniżej) jako skuteczny lek w zwalczaniu podniecenia jego przypuszczenia później całkowicie się potwierdziły.

Zwrócił uwagę przede wszystkim na jej działanie „zobojętniające”, a więc – uspokajające, jednocześnie nawiązał do znanej metody leczenia snem. Stosował więc chloropromazynę początkowo w połączeniu ze środkami nasennym i uspokajającym (barbituranami) Oraz prometazyną, wzmacniającą ich działanie. Był to tak zwany cocktail Laborita. Uzyskiwano w ten sposób u pacjentów wiele godzin snu na dobę, a po kilku dniach lub tygodniach zaznaczało się cofanie objawów schizofrenii. Stosowane dodatki (barbiturany, prometazyna) – nie mają praktycznie żadnego znaczenia dla wyników terapii: sama chloropromazyna, bez tych uzupełnień, daje te same rezultaty. Powtórzyła się więc jeszcze raz historia – metoda lecznicza okazała się skuteczna, chociaż jej mechanizmy (działanie antyhistaminowe lub nasenne) oceniono błędnie. Podobnie skuteczna była metoda leczenia insuliną, a jej mechanizm leczniczy nie polegał na wywoływaniu napadów drgawkowych, chociaż tak przez pewien czas przypuszczał jej twórca – Manfred Sakel.

Po pomyślnych próbach w klinikach francuskich i szwajcarskich, chloropromazyna już po 2-3 latach była znana i stosowana na całym świecie. Zyskała powszechne uznanie dzięki temu, że była lekiem zupełnie nowym, działającym zupełnie inaczej, niż wszystkie leki dotychczasowe (oczywiście nie wracamy tu do sprawy pierwszeństwa rezerpiny, której europejska psychiatria początkowo nie zauważyła).

Podobne wpisy