Leki nasenne

Wracając do sprawy leków nasennych, warto zwrócić uwagę na metody jakimi posługuje się psychiatria – aby dotrzeć głębiej do „podłoża” objawów. Leki nasenne – poza wadami, które wyliczyliśmy poprzednio, mają .jeszcze jedną: są środkami czysto objawowymi, działającymi – lepiej lub gorzej – w bezsenności różnego po-chodzenia. Leki ataraktyczne {na marginesie ich omawiania ‚zaczepiliśmy tu o leki nasenne) – mogą ułatwiać zasypianie, jeżeli zaburzenia snu wiążą się na przykład z lękiem lub niepokojem. Mamy tu więc też działanie zasadniczo objawowe, jednak nieco „głębsze”: poprawia się sen, ale ulega złagodzeniu także lęk, który go zaburzał. Jeżeli zaburzenia snu występują na przykład w zespole depresyjnym (a dzieje się tak w większości zespołów depresyjnych) – odpowiednie leczenie depresji przez podawanie leków antydepresyjnych poprawia samopoczucie, powoduje ustępowanie pewnych jej objawów, jednocześnie i zaburzeń snu. Jest to więc także działanie głębsze, a nie – objawowe w ścisłym znaczeniu.

A oto kilka przykładów stosowanych obecnie leków ataraktycznych. Do najpopularniejszych należy meprobamat, przedstawiciel grupy alkoholi alifatycznych o wzorze: Jest to lek w swoim zakresie dość wartościowy, nie lepszy i nie gorszy od wielu innych. Obecnie rzadziej stosowany, bo mniej „modny”, był bodaj pierwszym wartościowym przedstawicielem tej grupy. Jako drugi lek możemy wymienić hydroksyzynę. Chemicznie należy ona do zupełnie innej grupy, mianowicie do związków dwufenylowych, o wzorze: Wymieniam tylko te dwa leki, dla przykładu. Wyliczanie pozostałych, a jest ich w tej grupie bardzo wiele, nie miałoby celu. Wróćmy jeszcze do sprawy przyzwyczajenia. Używanie średnich dawek leków ataraktycznych już po paru tygodniach powoduje powstanie przyzwyczajenia. Wpływa na to szereg czynników. Do najważniejszych należą: wywoływanie przez te leki błogo Obojętnego nastroju oraz złego samopoczucia (ogólne „rozbicie”, zmęczenie, często bóle głowy – i dolegliwości żołądkowe), pojawiającego się na drugi dzień po zaprzestaniu podawania leku, a dającego się usunąć natychmiast po jego powtórnym zażyciu. Oba te momenty wyglądają więc podobnie, jak przy używaniu alkoholu. W dalszym ciągu działają te same czynniki, a jeżeli nie ma przerw w podawaniu leku, pojawia się strach przed wspomnianymi objawami odstawienia oraz obawa przed nawrotem tych dolegliwości psychicznych lub „naporu trudności” przed jakimi lek miał chronić. W trakcie stałego przyjmowania średnich i dużych dawek leków ataraktycznych pojawia się często euforia, podobna do alkoholowej. Otoczenie często wspomina o tym, że pacjent wygląda często „jak pijany”. przy wyższych dawkach występują zresztą często i inne objawy, przypominające działanie alkoholu, na przykład chwiejny chód, zamazana mowa, niekiedy senność i skłonność do zasypiania w niezbyt odpowiednich momentach. Jednocześnie wy-raźnie spada sprawność w pracy, kontakty, zainteresowania, wszelka aktywność. Lek, który miał służyć do poprawiania samopoczucia i tą drogą do poprawy możliwości korzystania z życia – teraz zaczyna oddzielać, niejako „wyłączać” człowieka.

Leki nasenne miały szereg wad. Z używania niektórych zrezygnowano ze względu na takie nieprzyjemne skutki, jak m.in. odrażający zapach utrzymujący się przez dłuższy czas w powietrzu wydychanym przez pacjenta. Z pozostałych – jedne działały słabo i niepewnie, drugie – skutecznie, ale: 1) nazajutrz powodowały wystąpienie licznych dolegliwości („kociokwik”), 2) używane przez dłuższy okres czasu wywoływały szereg zmian w organizmie, 3) łatwo prowadziły do przyzwyczajenia i lekomanii.

Ta druga grupa składała się przeważnie z przedstawicieli związków barbiturowych. Niektóre z nich działają dość szybko, ułatwiają zasypianie, ale ulegają dość szybko rozpadowi i wydalaniu, a więc działają względnie krótko. Inne – działają nieco wolniej, a więc zasypianie nie następuje od razu, ale wolniej też odbywa się ich rozpad i wydalanie, a więc zapewniają dłuższy głęboki sen. Objawy „kociokwiku” są w tym drugim przypadku zwykle znacznie wyraźniejsze niż w pierwszym, natomiast trwałe działania uboczne .(zmiany w narządach wewnętrznych) i tendencja do lekomanii są w obu grupach jednakowo wyraźne.

Ze względu na złą sławę barbituranów (działania uboczne, a zwłaszcza – tendencja do wywoływania lekomanii) rozpoczęto prace nad syntezą podobnie działających środków nasennych, których budowa chemiczna różniłaby się od barbituranów. Udało się rzeczywiście wyprodukować pewną liczbę takich środków, ale sukces był tylko częściowy: jeżeli lek wykazuje działanie podobne do barbituranów, to i działania uboczne są podobne. Po wprowadzeniu .takiego nowego środka z reguły mówi się, że nie powoduje on lekomanii, jednak złudzenie trwa krótko – po roku lub dwóch mamy już nowych „nie barbiturowych” lekomanów.

W związku ze wspomnianymi poszukiwaniami nowych leków uspokajających i nasennych zdarzyła się rzecz – bodaj bez precedensu w historii medycyny. Nowy lek musi być przed wprowadzeniem dokładnie sprawdzony. Zanim zacznie się go stosować, przeprowadza się próby na zwierzętach i następnie – z zachowaniem wszelkich ostrożności – zaczyna się go podawać pacjentom, pod odpowiednią kontrolą, w specjalnych warunkach klinicznych. Otóż zdarzyło się, że nowo wprowadzony lek uspokajający, o nazwie firmowej Thalidomide, przeszedł zwycięsko przez te wszystkie próby wstępne i w ten sposób trafił na rynek w Stanach Zjednoczonych i niektórych krajach Europy. Początkowo uważano go za lek dość skutecznie działający i nieszkodliwy. Wkrótce jednak okazało się, że szkodzi on w bardzo wyraźny sposób, mianowicie – jeżeli zażywają go kobiety w czasie ciąży, następuje szczególne uszkodzenie płodu, dziecko rodzi się z niedorozwiniętymi kończynami {mikromelia). Mimo natychmiastowego wycofania leku po pierwszych doniesieniach o mikromelii, urodziło się w Ameryce i Europie wiele noworodków z tą ciężką wadą rozwojową ich matki używały talidomidu w pierwszych okresach ciąży, zanim jeszcze dowiedziały się o jego szkodliwości. W Polsce nie doszło do tych tragicznych wypadków, ponieważ lek nie był u nas stosowany.

Podobne wpisy